Czytaj...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrówki z Jezusem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrówki z Jezusem. Pokaż wszystkie posty

19 listopada 2009

Wola piaskowa i wola skalista.

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki».
Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie. Mt 7,21-27


Do wczoraj myślałem, że ową skałą jest Słowo Chrystusa, czy wręcz sam Chrystus. W pewnym sensie i tak może być, ale... ten fragment mówi coś trochę innego. Spójrzmy.

Mamy dwóch ludzi. Pierwszy słucha słów Chrystusa i wypełnia je. Ten buduje na skale. Drugi człowiek słucha słów Chrystusa i nie wypełnia ich. Ten buduje na piasku. Co widzimy? Ano, Chrystus pierwszego człowieka jest Chrystusem drugiego, to ta sama osoba. Do obu ludzi Chrystus wypowiada te same słowa. Widzimy zatem, że ową skałą nie może być ani Chrystus, ani Jego Słowo. Cóż zatem? Odpowiedź brzmi: wypełnianie Słowa.

Od czego owo wypełnianie Słowa zależy? Od woli człowieka. Skałą zatem jest taka wola człowieka, która jest spójna, jednolita, twarda i ukierunkowana na życie wg Słowa Bożego. "Wola piaskowa" to wola rozdrobniona, niespójna, niejednolita. Stanowi ją najczęściej wola wypełniania Słów Boga, ale i wola własnej przyjemności, wola przypodobania się światu.

"Wola piaskowa" to wola kompromisu między Bogiem, a światem. "Wola skalista" to bezkompromisowa wola wypełniania Słowa, niezależnie od wszystkiego. No i znowu mamy Chrystusowe "tak, tak; nie, nie". Znowu przypomina się "kto nie zaprze się siebie", "kto nie ma w nienawiści ojca i matki" i "jeśli ręka jest ci powodem grzechu, odetnij ją".
Znowu mamy Chrystusowe Słowo ostre jak miecz. Dlaczego? Bo nie ma innego!

23 kwietnia 2009

Hymn o Chrystusie

Gdybym kochał
w sercu lęk chowając,
Chrystus mój byłby fałszem.

Chrystus nie przegrywa,
nie znosi nieprawdy,
nie boi się potwarzy,
nie trwoży się o jutro.
Chrystus odważny jest,
radykalny jest,
pełen nadziei
Wojownik Miłości.
Nie zbroi się do wojny,
lecz współgra z pokojem.
Chrystus jeden jest,
szczery jest,
otwarty jest.

Kiedyś przyjdzie czas
i lęku już nie będzie
i strachu nie będzie
i trwoga się skończy.
Chrystus pokona lęk.

Zaprawdę -
już dziś
już dziś !

Chrystus mój.

8 kwietnia 2009

Via Dolorosa

Via Dolorosa.

Nie wiem, czy Via Dolorosa wiedzie przez dawne centrum Jerozolimy. W ogóle nie wiem jak wyglądało tamto centrum. Nigdy tam nie byłem, nie wiem.

Wiem jednak, że broczący krwią Jezus z krzyżem na ramieniu nieustannie i choć pokornie to całkiem bezkompromisowo pragnie przeciskać się przez centrum ludzkiego, mojego serca. Co gorsza wielce nonkonformistycznie nie zatrzymuje się wcale na czerwonym świetle wstydu i lęku przed reakcją tłumu. Permanentnie nie przechodzi przez przejścia dla pieszych pragnąc złamać wszelkie schematy mojego działania. Rozregulowuje cały, skrzętnie zaprogramowany, dobrze działający mechanizm mojego funkcjonowania w tym świecie, bo przecież ludzie mnie lubią, czuje się wolny i - powiedzmy - dobrze czuję się w swojej własnej skórze. Wszystko jest ok. A On, mimo wszystko, przełazi mi znowu przez sam środek mojego serca. Może gdyby przeszedł się gdzieś po rogatkach, najlepiej jakąś leśną ścieżką albo - w ostateczności - poboczem, nic by się wielkiego nie stało. Odbębnilibyśmy naszą świąteczną tradycję Wielkiego Piątku, po czym rozeszlibyśmy się w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. I wszystko - na szczęście - zostałoby jak dawniej.

Ale nie. Jezus przechodzi przez centrum serca. Czasem wydaje mi się nawet, że zamiast krzyża na swoim ramieniu niesie mnie samego. Zakrwawiony Skazaniec niesie mnie na swoim ramieniu przez centrum miasta. Czasem przechodzi - jakby na złość - pod oknami moich najlepszych kolegów, przed którymi gram rolę fajnego kolesia, który wiarę w Jezusa ma schowaną gdzieś głęboko w kieszeni. Wyglądają przez okna. Znajomi, koledzy, sąsiedzi, piękne dziewczyny i niechlujni menele. Wszyscy mnie widzą na Jego ramieniu. Na ramieniu kogoś, kogo skazali na śmierć. Na ramieniu kogoś, kto z zakrwawionym ciałem odzianym w poszarpane łachmany jest wzorem poniżenia, odrzucenia, a nawet obciachu. Patrzą na Niego, jakby chcieli powiedzieć: "Trzeba było się wychylać ?! Nie lepiej było zostawić w spokoju faryzeuszów i wyznawać swoją wiarę w cichości własnego serca ? Wiara jest przecież sprawą prywatną !" Prowadzą gdzieś poza miasto. I - wydaje się - mają słuszność. On nie jest jednym z nich. On do nich nie pasuje, bo kto w dzisiejszych czasach gada o nadstawianiu drugiego policzka albo miłości nieprzyjaciół ?! Nie pasuje. Jak puzzel z innego zestawu psuje całą, piękną kompozycję. Nie top naszych świń, nie burz naszej świątyni. My czujemy się dobrze. Odejdź.

Jezus przechodzi przez centrum serca człowieka. Gdzie jest Twoja Via Dolorosa ? Na pewno nie tam, gdzie chciałbyś, żeby była. Jest zupełnie gdzie indziej. Zapewne tam, gdzie najbardziej nie chciałbyś, żeby była. Tam gdzie najbardziej boli. Tam gdzie najwięcej cierpienia z powodu wstydu, wyśmiewania, wytykania palcem. Zapewne tam. Jezus wyznaczył Ci tą drogę swoją krwią, której krople z każdym krokiem ściekały na ziemię wprost z Jego ran. Ta krew nie wyjaławia, wręcz przeciwnie - użyźnia glebę Twojego serca. Dzięki temu będziesz lepszy. Via Dolorosa to ścieżka do centrum swojego serca.

Jezus przechodzi przez centrum serca człowieka.

15 stycznia 2009

Życie w obfitości

"Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości." J 10,7-10

Jezus mówi: "aby [owce] miały życie" O jakie "życie" tutaj chodzi ?

Jakąś (i tylko "jakąś") interpretację przedstawia nam książeczka prezentująca "Cztery prawa życia duchowego". Cóż w niej znajdujemy ?
"BOŻY PLAN
Chrystus Pan mówi: "Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości" (Chodzi tu o życie mające pełną wartość i cel) (Jan 10,10). Dlaczego jednak większość ludzi nie posiada życia w obfitości?"

Powtórzmy: "Chodzi tu o życie mające pełną wartość i cel". "Wartość" i "cel". Te określenia w podanych kontekście są dla mnie wystarczająco enigmatyczne, żeby w próbie "nie czepiania się" przejść nad nimi do porządku dziennego, tak jak dotąd to czyniłem. Nie chcę nikogo krytykować, rozumiem motywację autorów. Chcieli oni zapewne stworzyć małe, podręczne narzędzie przydatne przy ewangelizacji. Jednak nie jest ono samowystarczalne, wymaga dość długich chwil prostowania, uściślania, dopowiadania tego, co w nim zawarte.

Wróćmy jednak do kwestii zasadniczej: w podanym fragmencie mowa jest o życiu doczesnym czy życiu wiecznym ? Aby po podaniu jakiejkolwiek odpowiedzi nie być uznanym za gołosłownego, przytoczę jeszcze jeden fragment. Oto słowa zaczerpnięte z Pierwszego Listu św.Jana Apostoła (zwracam uwagę na Autora) :

"[To wam oznajmiamy], co było od początku,
cośmy usłyszeli o Słowie życia,
co ujrzeliśmy własnymi oczami,
na co patrzyliśmy
i czego dotykały nasze ręce -
bo życie objawiło się." 1J 1,1-2

Trudno mi powiedzieć jaka jest oficjalna interpretacja Kościoła w stosunku do tego fragmentu. Ja zwracam uwagę na ostatni werset: "życie objawiło się". Objawić się może wyłącznie to, co dotąd pozostaje zakryte. Życie doczesne jest powszechnie znane od pierwszego dnia życia człowieka na Ziemi, a więc - w świetle poprzedniego stwierdzenia - objawić się nie mogło. Objawiło się życie, które dotąd było zakryte, życie wieczne w jedności z Chrystusem. Rozumiem to jako wyraz nadziei na życie wieczne w Bogu płynącej ze Zmartwychwstania Chrystusa. Wróćmy jeszcze na chwilę do Ewangelii wg św. Jana: "Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości." Jezus wg mojej wiedzy przyszedł na świat po to, aby nas zbawić, aby dać nam życie wieczne. Nie wiem, czy były jakieś pomniejsze cele Jego ziemskiej misji. Jednak nawet gdyby takie były, w porównaniu do celu głównego (zbawienia) wydają się one zupełnie marginalne.

Czy jednak nie może chodzić tutaj o życie doczesne ? Wielu właśnie tak ten fragment interpretuje, czy słusznie ? Moim zdaniem Bóg nie obiecuje człowiekowi szczęścia na Ziemi. Sprecyzujmy: szczęście rozumiem tutaj jako powodzenie, życiowy sukces, zadowolenie, bogactwo, sława etc. Bóg cne obiecuje również stałej pracy, ba! nie obiecuje zdrowia mojego, ani moich bliskich. Nie znaczy to, że Bóg nikomu z nas, współcześnie żyjących w żaden doświadczalny sposób nie pomaga, absolutnie ! Robi to po wielokroć i sam tego doświadczam, jednak nie można jego pomocy traktować jako pewnik, coś w rodzaju "Bóg musi...". Jego pomoc (np. materialna) jest niezasłużoną przeze mnie łaską. Bóg mnie o niej nie zapewnia w sposób pozwalający mi się jej domagać. Zapewnia mi tylko jedno - obecność i Miłość. Bóg jest zawsze przy mnie. Postępując w zgodzie z Jego Słowem, żyje w nieustannej jedności z Nim. To jest moja obfitość w życiu doczesnym i o innej ziemskiej obfitości w moim odczuciu trudno mówić.

18 grudnia 2008

O godności człowieka

"Adwent A.D. 2008 - część druga"

Fiodor Dostojewski kojarzony jest często z jego słynnym zdaniem : „Jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno”. Intuicyjnie, na pierwszy rzut oka, to podejście wydaje się absolutnie nie do przyjęcia. Mimo to, postawa ta jest dla mnie jak najbardziej słuszna. Jeśli nie ma Boga, to nie istnieje nic, co miałoby jakąkolwiek wartość. Prawda, Dobro, Piękno, ale też Nadzieja, Miłość etc. byłyby wtedy tylko pięknymi, ale niestety pustymi słowami. Jeśli Boga nie ma, to życie człowieka nie ma sensu; w ogólności – nic wówczas nie ma sensu. Nawet istota ludzka nie ma żadnej wartości, godności, wszak godność człowieka – moim zdaniem – opiera się przede wszystkim na tym, iż nosi on miano „Dziecka Bożego”. Jednak Bóg jest i nie mogę oprzeć się przeczuciu, iż z chwilą nie tylko usprawiedliwienia człowieka przez Chrystusa, ale również z chwilą Jego Narodzenia, godność istoty ludzkiej znalazła się na o niebo wyższym poziomie.

Proponuję w tym roku, po raz kolejny, odcinek z cyklu „przeżyjmy to jeszcze raz”. Przeżyjmy jeszcze raz to oczekiwanie na Mesjasza, który odmieniłby nasz los. Przeżyjmy tę podróż w nieznane, w ciemną noc. Stańmy u progu stajenki, my – godni potępienia grzesznicy z ufnością wpatrujący się w dziecięce oczy nowo narodzonego Jezusa, który na Mesjasza – jak na razie - nie wygląda.

Sedno zapowiadanej przeze mnie „rewolucji” Bożego Narodzenia obrazuje spirala. Przez wieki świat kłaniał się jedynie temu co silne, bogate, potężne, niepokonane. Za cnotę nie była uważana łagodność, lecz bezwzględność, bezkompromisowość. Spirala kręciła się do zewnątrz – ku temu, co wielkie. Owa spirala w dzień urodzin Jezusa, zmienia diametralnie swój kierunek zaczynając się kręcić do środka – ku temu co małe, pokorne, posłuszne, bezbronne. Środek tej spirali stanowi Dzieciątko Jezus. Bezdomne, ubogie Dziecię jest teraz centrum, nie tylko całego wszechświata (to zupełnie odległa dla człowieka perspektywa), lecz i ludzkiej świadomości.

Wróćmy na chwilę do źródła. Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju odpowiedzą na nasze pytania o człowieczeństwo. Zwróćmy dziś szczególną uwagę na dziewiąty werset trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju. Zawarte jest w nim pytanie: „Gdzie jesteś ?”, które Bóg kieruje do Adama. Dla mnie to pytanie jest iście dramatyczne. Bóg pyta: Adamie, Gdzie jesteś ? Gdzie jest ten człowiek, którego stworzyłem ?! Istota piękna, stworzona na Mój obraz i podobieństwo Moje. Gdzie jesteś, człowieku ?! Człowiek w chwili grzechu neguje w jakimś sensie własne człowieczeństwo. Pierwsi ludzie, tak jak i my, współcześni, próbowali poprawić, ulepszyć to, kim byli. Napisano bowiem: „(...) tak jak Bóg (...)”. Grzech człowieka jest wyrazem chęci bycia takim, jak Bóg. Każdy z nas grzeszy. Również Ty, z każdym grzechem, stajesz się coraz mniej podobny do tego pięknego, świętego człowieka, którym stworzył Cię Bóg.

Dziś Bóg pyta Cię - „Gdzie jesteś ?” Gdzie zgubiłeś swą łagodność, pokorę, miłosierdzie ? Gdzie schowałeś, pod jaką maską ukryłeś swą świętość ? Człowieku, gdzie jesteś ?!!!

8 grudnia 2008

Pisać o rewolucji

"Adwent A.D. 2008 - część pierwsza (i pół)"

Przyznaję, iż kilka dni po opublikowaniu wpisu pt."Szkic idei centryzmu" zdałem sobie sprawę z jakże odważnego określenia, jakiego pozwoliłem sobie użyć - określenia „rewolucja”. Cóż bowiem rewolucyjnego można powiedzieć o tak fundamentalnym dla Chrześcijaństwa Święcie, jakim jest Boże Narodzenie ? Czy przez minionych dwadzieścia długich jak układ oddechowy węża boa wieków nie powiedziano o Jego istocie wszystkiego, co ważne ? Cóż ja, taki ja, mogę powiedzieć na temat istoty tych Świąt ? Czy to, co napiszę, będzie dla kogokolwiek rewolucyjne ? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Wiem natomiast, że to, co napiszę może dla Ciebie rewolucją nie być. Być może moje teksty nie są i nie będą dla Ciebie czymś poruszającym, opiniotwórczym, ciekawym, czy – jak głosi tytuł tego bloga – zadziwiającym. Odpowiedzi na pytanie o rewolucję tych Świąt, o jej najbardziej podstawowy, zasadniczy sens szukać trzeba nie w czyichkolwiek rozważaniach, lecz w Słowie Bożym. Bóg w Księdze Izajasza mówi nam o rewolucji, która powinna mieć miejsce w czasie tych Świąt.

Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni,
wyrównajcie na pustkowiu
gościniec naszemu Bogu!
Niech się podniosą wszystkie doliny,
a wszystkie góry i wzgórza obniżą;
równiną niechaj się staną urwiska,
a strome zbocza niziną gładką.
Iz 40, 3-4


Czyż ten fragment nie mówi nam w najdobitniejszy z możliwych sposobów o rewolucji Świąt ?! Wydaje się, że winniśmy tutaj w pewnym konkretnym celu przypomnieć słowa Jezusa o przebaczeniu. Mówiąc o tym, iż należy przebaczać, Jezus używa liczby siedemdziesiąt siedem. „Siedemdziesiąt siedem razy”, znaczy tam tyle co „zawsze”. Czy w przypadku słów proroka Izajasza nie powinniśmy szukać pewnych podobieństw ? Mianowicie – czy budowa drogi na pustyni, wyrównywanie gościńca, podniesienie dolin i obniżenie wzgórz nie oznacza – nie wchodząc w szczegóły - rewolucji polegającej na zmianie (lub odnowie) dokładnie wszystkiego ? Czy nie chodzi tutaj o totalną zmianę naszego myślenia ? Wreszcie – czy Bóg nie pragnie swoistego przewrócenia całej, stworzonego przez Ciebie ideologicznego kokonu (gwarantu "bezpieczeństwa") na drugą stronę ?

Słyszę często dość ciekawe słowa – „w czasie Bożego Narodzenia ważne jest, aby Bóg narodził się również w Twoim sercu”. Tak, uważam te słowa za wyjątkowo trafne. Święta Bożego Narodzenia to czas zmiany sposobu myślenia i postępowania ze względu na Osobę Jezusa Chrystusa. W świetle tego zaprosić rodzącego się Jezusa do swego serca, znaczy: pozwolić Mu, aby przewrócił całego Ciebie, jak poszewkę - na drugą stronę. Może początkowo będziesz się czuć dziwacznie, nieswojo, może poczujesz się inny, ale – pomyśl – czy naprawdę chcesz, tak jak wielu otaczających Cię ludzi, chodzić w sobie ubranym na lewą stronę... ?!

6 grudnia 2008

Objawienie

"Adwent A.D. 2008 - część pierwsza"

Napełniająca paraliżującym lękiem świadomość własnej marności towarzyszyła niegdyś człowiekowi. Bał się on spojrzeć na drugą stronę przerażającej przepaści. Po drugiej stronie stał Bóg, w którym zapewne przytłaczająca większość ludzi widziała przede wszystkim potężną siłę czyhającą, aby zburzyć, zniszczyć, zabić... Czy współczesnym nie pozostało coś z tamtego widzenia ? Widzenie. Czy to słowo nie wskazuje nam pewnego kierunku, w którym powinniśmy iść w naszych rozważaniach ? Czy człowiek nie wierzy tylko w istnienie tego, co jest w stanie zobaczyć swym ukrytym wzrokiem, oczyma wyobraźni ?

Tylko Bóg może tę przepaść przekroczyć. Człowiek nie jest w stanie cofnąć swojego zła. Możesz mnie zranić, uderzyć, oczernić mnie, rzucić obelgą, lecz nie będziesz móc tej obelgi cofnąć. Możesz wystąpić przeciw Bożemu Prawu zrywając to jabłko, lecz wiedz, że już nigdy nie będzie tak jak przedtem. Czy Adam i Ewa o tym wiedzieli ? Czy wiedział o tym rozpustny lud Sodomy ? Czy Ty o tym wiesz ? To Ty jesteś autorem zniewagi wobec Boskiego Oblicza, która pogłębia i rozszerza ową przepaść...

Bóg tę przepaść przekracza. To słowa kluczowe: „Bóg przekracza”. Przekracza ludzką słabość, niedoskonałość, grzech. Mógłby ktoś powiedzieć: „Bóg jest ponad” słabością, niedoskonałością, grzechem. Jednak czy tajemnica Objawienia nie chce nam powiedzieć przez krzyk Boga rodzącego się w ludzkim ciele, iż chce On w naszej wzajemnej relacji być na równi z nami ? Czy Bóg nie po to przybrał postać człowieka, aby ukazać nam nie tylko to, że jesteśmy do Niego podobni, ale i to, że On – Wielki, Wszechpotężny, Dobry Bóg jest w pewnym sensie podobny do nas ?

Cóż za paradoks – na zło odpowiedzieć dobrem, na nieposłuszeństwo – miłosierdziem. Bóg przekracza przepaść zła w sposób najpiękniejszy z możliwych - poprzez Objawienie. Syn Boży przychodzi na świat jako dziecko, uosobienie bezbronności – jak owca posłana między wilki. Bóg objawia się człowiekowi. W Objawieniu najpełniej wyraża się tajemnica „powierzenia”. Bóg objawia się, ale i powierza się człowiekowi. Człowiekowi, który przeciw Niemu wystąpił, który oddaje cześć obcym bożkom, umiłował nieczystość i zdradę. Bóg powierza się człowiekowi, który zabija nienarodzone dzieci i współżyje z osobą tej samej płci; człowiekowi, który o modlitwie zapomniał dzień po Pierwszej Komunii Świętej, a Prawdy Pisma Świętego włożył między sympatyczne i „fajne” baśnie braci Grimm i Hansa Andersena. Bóg powierza się człowiekowi, który obraz wiary buduje na podstawie jakże umiejętnie i podle wyeksponowanych wyjątków słabości ludzi tworzących Kościół.

Objawienie jest odkryciem tego, co wcześniej pozostawało zakryte. To, co było tajemnicą, teraz staje się jawne, ukazuje swą naturę w przestrzeni Prawdy, którą zdolne jest poznać ludzkie oko. Objawienie jednak jest dopiero pierwszym krokiem, zatrzymuje się ono na poziomie istnienia. Za objawieniem idzie powierzenie. Ono mówi: „Oddaje się Tobie. Oddaję Ci swe tajemnice, odkrywam przed Tobą swoje wnętrze. Dzięki temu, iż ja się Tobie powierzyłem możesz poznać mnie dogłębnie, od wewnątrz". Powierzenie jako dziecko zaufania jest początkiem przyjaźni – więzi między osobami. Przyjaźń jest wzajemnym powierzeniem siebie przez dwie osoby.

Bóg pragnie przyjaźni z człowiekiem. On czeka na wzajemność. Jezus będąc Twoim przyjacielem czeka na to, abyś również Ty powierzył Mu całego siebie stając się Jego przyjacielem. Bóg powierza się każdemu z nas w nadziei, iż nie odtrącisz Jego bezbronnej, dziecięcej Miłości.

Przygarnij bezdomnego Boga...

29 listopada 2008

Szkic idei centryzmu

"Adwent A.D. 2008 - Prolog"

Życie człowieka wydaje się być bardziej lub mniej dostrzegalnym wyrazem jakiegoś centryzmu. Istnieje zazwyczaj (lub nawet zawsze) ktoś lub coś, co stanowi centrum, wokół którego kręci się jego cała egzystencja. Innymi słowy: wszelka ludzka aktywność, wszelka twórczość i treść wyznawanych poglądów tworzą spiralę, której środkiem jest konkretny punkt. Dla przykładu - centrum myśli wszelkiej maści racjonalistów stanowi rozum, albo raczej wiara w jego wielkie możliwości. Dla poety z kolei, centrum twórczości stanowić może temat śmierci. Jednak oba podane przykłady nie wyczerpują w żaden sposób kwestii, o którą chodzi. Chciałbym napisać o centrum egzystencji, czyli czymś decydującym o kształcie człowieka - jego człowieczeństwie. Takie centrum stanowić może - moim zdaniem - tylko Bóg.

Nieprzypadkowo piszę o tym na chwilę przed rozpoczęciem nowego roku liturgicznego. Stoimy bowiem u progu Adwentu - okresu przygotowującego nas na przyjście Mesjasza. Być może zachodzisz teraz w głowę: "co wspólnego z Bożym Narodzeniem ma jakaś idea centryzmu?!". Odpowiedź na to pytanie postanowiłem podzielić na kilka części, w których w miarę upływu czasu prezentować będę ideę centryzmu na przykładzie Bożego Narodzenia. Dziś zdradzić mogę tylko, iż chodzić będzie o rewolucję, prawdziwą bożonarodzeniową rewolucję...

6 listopada 2008

Błogosławieni bezradni

„Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.” Łk 21, 25-28

Czytamy: „trwoga bezradnych”. Bezradność jest doświadczeniem kresu ludzkich możliwości. Jej matką jest uczucie niezaspokojonego głodu, z którym nie da się żyć. Skąd bierze się głód, o którym mówimy ? Głód ten jest skutkiem źle wykorzystanej wolności – pójścia w stronę własnej pożądliwości i pychy. Owo „złe wykorzystanie” nie jest „błędem”, lecz złem, zdradą wobec Boga i – co za tym idzie – samego siebie. Bezradność jest zatem stanem człowieka, który uprzednio wybierając zło, doszedł do kresu drogi prowadzącej w przepaść. Przyjrzyjmy się dramatowi bezsilności. Posłużymy się obrazem: oto człowiek na skraju przepaści.

Dramat wiąże się zawsze z tragizmem wyboru - „cokolwiek bym uczynił, postąpię źle”. Tak jest również w przypadku naszego obrazu. Krok naprzód, w przepaść wiąże się z nieuchronną śmiercią, której się lękam; której nie chcę. Krok w tył byłby równoznaczny z uznaniem własnej porażki, które – jeśli nie wiązałoby się ze wstydem wobec innych, to stanowiłoby podstawę kryzysu wiary we własną wartość. Człowiekowi stającemu na skraju przepaści towarzyszy strach, (przed)smak doznanej porażki i doświadczenie kresu możliwości. Człowiek ten zdaje sobie sprawę z bolesnej prawdy – jego obraz świata legł w gruzach, ponieważ był tylko marną iluzją. Nie jest mu obca również rozpacz, która jest istotą bezradności. Tragizm zasklepia wszelkie wyloty ku światłu, przez co ciemność zdaje się niepodzielnie panować nad opisywanym dramatem. Czy człowiek uwikłany w ten dramat jest jeszcze w stanie się z niego uwolnić ?

Niespodziewanie na tle bezradności człowieka pojawia się nadzieja, która swym światłem rozświetla mroki ciemności. Nadzieja jest odpowiedzią Dobra na zło rozpaczy. Nie byłoby nawet cienia nadziei w życiu ludzi, gdyby nie poczucie i akceptacja własnej „samoniewystarczalności”. Owa „samoniewystarczalność” wymaga od człowieka ofiary najwyższej – ofiary z samego siebie, tzn. całkowitego powierzenia siebie Bogu. Dopiero zdolność do powierzenia samego siebie otwiera na perspektywę nadziei.


W kwestii „otwarcia na perspektywę nadziei” tkwi jednak pewien paradoks. Brzmi on następująco: doświadczenie bezradności jest błogosławieństwem. Bez niego człowiek mógłby przez całe życie kroczyć ścieżkami zła pogrążając się coraz bardziej w ciemności grzechu nieustannie wierząc w słuszność własnych wyborów. Świadomość „samoniewystarczalności” jest konieczna, aby otworzyć się na Boga i bliźniego. Bezsilność jest ponadto płaczem nad samym sobą (Łk 23, 28). Łzy są widocznym znakiem daru ofiarowanego ludziom dla ich oczyszczenia.


Jakie znaczenie ma dla nas bezsilność ? Wydaje się ona bardzo pomocna, jeżeli nie niezbędna w drodze ku nawróceniu. Zaryzykuję tutaj stwierdzenie: niepełne jest człowieczeństwo kogoś, kto nigdy nie poczuł się bezradny. Doświadczenie bezsilności jest często równoznaczne ze śmiercią „starego człowieka”. Ponadto jest ono konieczne dla otwarcia się na nadzieję płynącą najpełniej z powierzenia się Bogu, podobnie jak wielkopiątkowa słabość, bezsilność była konieczna, aby radość ze Zmartwychwstania była pełna, wiara silna, nadzieja ufna, a człowieczeństwo Apostołów dojrzałe.


Jezus mówi: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy.” Owe znaki poprzedzające przyjście Chrystusa to szansa dana człowiekowi. To ostatnia szansa, aby poczuciu absolutnej bezsilności wobec „szumu morza i jego nawałnicy” towarzyszyła droga ku nawróceniu. Bóg już dziś wyciąga do Ciebie ojcowską dłoń, lecz... czy jesteś w stanie ją przyjąć ?! Pamiętaj – brak wyboru jest złem odtrącenia Miłości, którą Bóg Cię darzy.


Przyjdź królestwo Twoje !