Czytaj...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja część dialogu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja część dialogu. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2009

Pisać inaczej.

Pisać inaczej. Chcę pisać inaczej. Będę pisać inaczej. Tylko poczekaj, poczekaj aż do siebie wrócę i sobie z własnym sobą przy jednym stole usiądę, by w harmonii i wolności doświadczenie swe przed światem odkryć. Pisać inaczej. Będę.

2 maja 2009

Pierwszy krok.

W umyśle powstaje słowo. Krząta się gdzieś pomiędzy kolejnymi czynnościami. Próbuje wwiercić się gdzieś głębiej, żeby tylko zatrzymać, zatrzymać, zatrzymać człowieka i z niego wypłynąć. Wreszcie dobrowolnie się poddaje. Dobrowolnie, bo przecież doskonale wiem, że w przeciągu kilku kolejnych dni stłamsiłbym je na śmierć. Umarłoby i mogłoby nigdy nie wrócić. A może było cenne ? A może... jest cenne ? Dwa proste słowa...

Zamknij oczy. Cofniemy się w czasie, tylko na chwilkę. Odwróć się i spójrz na swoje życie. Przyglądaj się drodze, którą pokonałeś. Ona dokądś prowadzi, ale nie przejmuj się tym, o tym powiemy później. Przyglądaj się. Może widzisz drogę pełną ziemi, piasku, żwiru i raniących stopy kamieni. Może przed oczyma masz fragment wysypany płatkami róż. Może Twoja droga różni się w sposób rażący od innych dróg. Nieważne. Wracaj po swoich śladach. Przyglądaj się otoczeniu. Tu słońce, tam deszcz. Ty idziesz. Przypominasz sobie ludzi, których kochałeś i tych, którzy byli dla Ciebie ciężarem. Oni tam są, ale to również nieważne. Wracaj. Zabieram Cię do źródła... Idziesz dalej, tutaj oto przypominasz sobie swoje porażki, rozpacz, smutek i poczucie bezsensu. Wszystko wydaje się ciągle jakby podobne, a wciąż inne. Tajemnica monotonii. Tajemnica, bo w tym ciągłym 'to samo', co chwila jest coś innego, coś nowego, obcego. Idziesz dalej. Tutaj Twoja droga zaczyna się zbiegać z drogą, którą kiedyś mogłeś wybrać. Tak, oto jesteśmy na skrzyżowaniu dróg, na którym byłeś kiedyś. Pamiętasz jak nie wiedziałeś, którą drogą pójść ? Szukałeś odpowiedzi, oczekiwałeś argumentacji dla wyboru każdej z dróg. Pytałeś: 'Dokąd mam pójść'. Nic takiego nie przyszło. Pamiętasz co wtedy zrobiłeś ? Jeśli nie pamiętasz to wracamy, daremny był nasz trud... Postaw nogę na śladzie, który jest najbliżej Ciebie. Stop! Teraz widzisz ? Teraz już wiesz jak wtedy postąpiłeś ? Powiem Ci, to proste. Zrobiłeś pierwszy krok. Krok w ciemność, krok pomimo wszystko. Pierwszy krok, od którego wszystko się zaczęło. Wiem, bałeś się tego, co będzie dalej. Bałeś się przydrożnych cierni i przerażających niebezpieczeństw, które mogą na Ciebie czyhać. Teraz wiesz, że to była kłamliwa krótkowzroczność, pusty egocentryzm. Zrobiłeś pierwszy krok. Zrobiłeś go 'pomimo' swojego lęku. Pokonałeś samego siebie, bohaterze.

Otwórz oczy.
W pierwszym kroku zawiera się wszystko. Pytanie, szukanie, pójście i wybranie. Pierwszy krok to początek i koniec zarazem. Praca i nagroda. Niepewność i radość. Oczekiwanie i spełnienie. Pierwszy krok jest początkiem każdego kolejnego kroku, z których każdy jest pierwszym. Dlatego każdy krok może być zmianą kierunku, dlatego każdy jest poprzedzony chwilą milczącej wolności wyboru drogi. Każda chwila jest nowym początkiem, nową szansą, nową okazją do zmiany. Tylko otwórz oczy. Pierwszy krok w stronę Chrystusa, będzie z każdym kolejnym w Niego obfitować. Wybierz Chrystusa. Postaw pierwszy krok. Pierwszy i ostatni zarazem. Krok w wieczność...

30 kwietnia 2009

Ucieczka od pragnienia

Człowiek nieustannie narzeka na tempo, w którym wciąż pędzi otaczający go świat. Ludzie uganiają się za czymś, w czym pokładają nadzieję na samozadowolenie. Niektórzy są już tak skrzywieni, że sam ten nieustanny bieg zdaje się przynosić im jakiś rodzaj samospełnienia. Jednak większość, na całe szczęście, inaczej. Szuka spokoju, szuka chwili ciszy, chwili odpocznienia. Tak, już sam dźwięk słowa 'cisza' napełnia człowieka pragnieniem doświadczenia jej. Człowiek nie tylko pragnie, ale i potrzebuje ciszy...

Co się dzieje gdy Człowiek zaczyna w ową ciszę wchodzić ? Rzecz niesłychanie ciekawa. Zaczyna uciekać. Czegoś się boi, czegoś się lęka, coś wydaje mu się w niej niewystarczające, niepewne, niebezpieczne... Człowiek boi się doświadczenia tego, że wraz ze światem płynie tak naprawdę pod prąd otaczającej go rzeczywistości, która jest najczystszą Prawdą. Boi się doświadczenia fałszu, w którym tkwi. Płynie zatem wraz z nurtem świata i - co więcej - chce nadal z nim płynąć, bo tak łatwiej.

Nie bój się ciszy. Ona pozwala Ci tylko spojrzeć w oczy samemu sobie i całemu światu. Ona wyzwala. Ona zgrywa nas z rytmem wszechobecnej Prawdy.
Wejdź w ciszę, a poznasz siebie. Pamiętaj, tylko śmieci płyną z prądem.

Zatrzymaj się. Bądź. Oddychaj modlitwą Człowieka.

26 kwietnia 2009

Skala Chrystusowa

Człowieka nie mierzy się miarą prawa.
Człowieka nie mierzy się miarą idei.
Człowieka nie mierzy się miarą człowieka,

jego oczekiwań, niespełnionych marzeń,
hamujących lęków, bolesnych pomyłek.

Człowieka mierzy się miarą Chrystusa.
Paradoksalnie, choć to Najwyższy Wzór,
Ideał prawdziwego człowieczeństwa,
skala Chrystusowa daje wolność:

Wolność od idealnego obrazu samego siebie,
który zabija wszelką świętą spontaniczność
pójścia za Bożym Głosem.

23 kwietnia 2009

Ludzie fetyszu

Słowa, które mnie poruszają, obok innych przechodzą zupełnie obojętnie, podobnie jak skrawek codziennej, szarej gazety. Jesteśmy społeczeństwem fetyszu. Chciałbym powiedzieć: jesteście. Ale nie mogę. Jestem, pomimo głęboko zakorzenionej we mnie świadomości własnej inności, jestem jednym z was. Fetyszyści. Egoiści biegnący za sensem, który jest inny niż wam się wydaje. Inny niż mnie się wydaje. Jesteśmy biegaczami permanentnie pozostającymi w zastygłym dawno bezruchu. Pełni marzeń, wyobrażeń żebracy nadziei. Oglądamy świat przez zamknięte okna. Schowani. Zamknięci. Zlęknieni.

11 kwietnia 2009

Zmartwychwstał

Zmartwychwstał.

Mimo, że świat gdzieś z boku.
Zmartwychwstał.
Zbawił nas.

Zmartwychwstał,
ale wy i tak w to nie wierzycie...

5 kwietnia 2009

Świetlicki's

Świetlickiemu wierszem na podstawie Świetlickiego rzucam prosto w twarz, tak o:

Kiedyś przyjdziesz do kościoła,
wejdziesz, staniesz albo usiądziesz,
a następny Kościół stanie
przed Tobą następny Kościół
i zobaczysz, że za ołtarzem,
za ołtarzem jego twarzy
są drzwi
są na pewno
są.

31 marca 2009

Cegła

Siadam.
Ta księga w moich dłoniach
zdaje mi się być nieustannie
ciepłą cegłą.

Klękam.
Szadrak, Meszak i Abed-Nego chodzą
pośrodku rozpalonego pieca,
a ja pomiędzy nimi klęczę
trzymając w ręku cegłę
mojego życia.

Wstaję.
Biblią jest Prawda.
W Biblii pożoga.
Biblia jest drogą
od słowa do Boga.

23 marca 2009

Redukcja do Prawdy

Setki myśli, wizji, teorii, obrazów i pięknych zdań. Najpiękniejsze zdania o Bogu rozmiękczają serce i sprawiają, że myśl unosi się ku Temu, o Którym mówią. Każdy z nas ma w głowie swój obraz Boga. Mój Bóg nie jest Twoim Bogiem, choć to ten sam Bóg. Mylimy się, choć jesteśmy tak wykształceni i inteligentni. Nie wiemy, choć wydaje się, że wiemy tak wiele. Żyjemy w wielkiej iluzji, bo najtrudniej nam zrozumieć, że nie rozumiemy, choć wszystko wydaje się być jasne. Skostniali i brudni. Potrzebujemy oczyszczenia. Mój obraz Ojca potrzebuje oczyszczenia, okrojenia, redukcji do Prawdy. Inaczej wraz z nim pójdę na dno.

Najlepiej byłoby zapomnieć wszystko, co wiemy o Bogu i zacząć poznawać Go od nowa. Rozpocząć od tego, że Jest; że Jest Dobry. I na tym poprzestać. Poprzestać.

Święty Tomaszu z Akwinu, módl się za nami !

28 stycznia 2009

Pragnienie

Ten, kto mnoży własne pragnienia jest albo nieświadom tego co robi, albo jest zwyczajnym masochistą, albo też kretynem z masą dobrej woli w stosunku do samego siebie. Nikt poważnie myślący o "byciu sobą", życiu w zgodzie z "prawdą" nie pozwala narodzić się temu, co prędzej czy później dla własnego dobra będzie musiał zabić. Doczesne pragnienia są klapkami, jakie człowiek zakłada na oczy. Nie widzi nic poza tym, co one pozwalają mu widzieć.

Pragnienia ograniczają wolność. Istnieją wyjątki, jeśli nie wiesz jakie, nie próbuj nawet ich szukać. Zginiesz uduszony przez własną pożądliwość... Szybsze od spełnienia jest ostrze gilotyny, które boleśnie ucina łeb nadziei. Samobójcy.

Bądź sobą - rób swoje i nie oczekuj efektów, nie zależą i nie należą one do Ciebie.

21 stycznia 2009

Wolni od wszechmocy

Wziąłem się za porządki. W "Tryptyku Rzymskim" znalazłem kartkę zabrudzoną moim pismem:


Zniewolony

Widziałem Głos -
oto rajski Eden,
błogosławiona praziemia.
Praludzie uwikłani
w wolność.

Tylko On -
boleśnie przybity
do swej wiecznej
natury.
Niezmienny.

On, zniewolony swą Miłością
daje Ci wolność.
Zniewolenie daje wolność.

Zwiąż sobie ręce
różańcem.

20 VIII 2008


Poetycka wizja. Czy prawdziwa ? Nie wiem. Dziś, 21 stycznia AD 2009, stwierdzam, że Bóg jest wolny. Wtedy zresztą też tak uważałem. Stwierdzenie to samo, a wnioski inne. Tyle, aż tyle zależy od interpretacji.

Nie bij, dopóki nie jesteś pewien, że dobrze rozumiesz; że masz prawo; że powinieneś.
Nigdy nie będziesz pewien.

5. Nie bij.

16 stycznia 2009

Dysonas, losowość i jazda po bandzie

Uprzejmy Komentator mojego poprzedniego wpisu dołączył do polemiki na temat J 10,10 (link). Bardzo mi miło. Zadaje on (wprawdzie nie wprost) kilka pytań, wskazuje wątpliwości i kilka ciekawych teorii. Mam nadzieję na owocną dyskusję.

Już na początku zaczynam od umotywowania dysonansu (choć to złe określenie, ponieważ z góry skazuje na porażkę moje wysiłki motywowania własnego poglądu, jednakowoż dla jasności będę go używać, aby zanadto nie zaciemniać obrazu rozmowy) istniejącego między doczesnością, a wiecznością. Podejrzewam jednak, iż precyzyjna, całościowa argumentacja tegoż, byłaby o wiele bardziej skomplikowana niż sama kwestia, która wydaje mi się nader prosta. Chodzi bowiem o naturę człowieka, która w doczesności jest skażona, niedoskonała. Moim zdaniem niemożliwym jest w życiu ziemskim tak ścisłe zjednoczenie duszy człowieka z Bogiem, jakie ma miejsce w Niebie (w życiu wiecznym). Oczywiście definicja "wieczności" nie dopuszcza określenia jej początku i końca. Trzeba mi zatem doprecyzować: mówiąc "życie wieczne" mam na myśli stan w jakim dusza znajdzie się po śmierci (w szczególności Niebo). Twierdzę zatem, że życie człowieka dzieli się na dwie części: doczesność i wieczność, do której wchodzimy przez Krzyż i Zmartwychwstanie Chrystusa. Niewystarczająco dobrze rozumiem natomiast na jakiej podstawie szanowny Autor wiąże ów dysonans z biernością. Nie widzę jasnego związku między tymi kwestiami, a jeśli nawet, to podana zależność działa w trochę inną stronę.

Autor pisze również: "Zgadzam się z tezą, że Bóg nic nie musi, i że wszelkie dobro jakiego doświadczamy jest często niezasłużoną łaską." Drogi Autorze, na łaskę nie można zasłużyć dokładnie nigdy i takie wydaje mi się być oficjalne stanowisko Kościoła na ten temat. Zasługa ciągnie bowiem za sobą konieczność zapłaty, nagrody za wykonany czyn, a więc i zmusza niejako sprawiedliwego do uiszczenia owej zapłaty. Bóg nic nie musi. Co do losowości - nie wiem jakie motywy kierowały Albertem Einsteinem, gdy wypowiadał to słynne zdanie, ale ja rozumiem je dość jednoznacznie i zgadzam się z jego przesłaniem: "Bóg nie gra w kości". Mój Bóg nie losuje komu dać, a komu nie dać jakiejś łaski. Zresztą to wydaje mi się sprzeczne z Miłością, którą Bóg obdarza każdego z nas, bynajmniej nie losowo.

Jeśli tylko horyzont naszych motywacji i decyzji wychodzi poza naszą śmierć, to jesteśmy cząstką tej obiecanej wieczności. Czy chcemy żyć zgodnie z nauką Kazania na Górze? Jeśli podejmiemy się tego zadania, zasmakujemy wieczności. Bardzo pięknie powiedziane ! Zasmakujemy jej, ale tylko troszeczkę, na miarę tego, ile w naszej doczesnej niedoskonałości, grzeszności, skłonności do złego jesteśmy w stanie przyjąć.

W ostatnim akapicie swojego wpisu Autor wkracza na dość niebezpieczne tereny całkowitej improwizacji. Niestety, moim zdaniem poszedł on o kilka kroków za daleko. Pierwsza część jest o tyle nierozstrzygalna, o ile zależy wyłącznie od światopoglądu. Ja skwituję to prostym zdaniem Dostojewskiego: "Jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno". Nie ma dobra i zła, nie ma wartości. Nawet horacjańskie "non omnis moriar" wydaje mi się bezwartościowe. Wszelka wartość dokładnie każdego aspektu życia człowieka i jego samego spoczywa w Bogu, wyłącznie w Bogu.
W zakończeniu Autor pisze: "Pozostaniemy częścią tego świata. To my tworzymy go i zbawiamy, bo Bóg nie ukończył stworzenia i mnie (wolnego człowieka) do tego potrzebuje. Bo ja i Ty jesteśmy potrzebni, aby wielkie dzieło zbawienia, które Chrystus rozpoczął na Krzyżu doprowadzić do końca." Wydaje mi się, że przecena ludzkich możliwości poszła o daleko za daleko, niestety. Świat został zbawiony przez Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa i to jest fakt - na szczęście - dokonany. O ile kolejne zdania, bezpośrednie zwroty do czytelnika są bardzo piękne, a wręcz wzruszające to nie umniejsza błędu, które zawierają. Powiem jednoznacznie i wprost: "Bóg nie potrzebuje". Potrzeba zdradza jakiś głód, niedostatek, często jakąś niemoc w osiągnięciu tego, co chcemy osiągnąć. Powtórzę raz jeszcze: "Bóg nie potrzebuje". Potrzebuje człowiek. Potrzebuje Dobrego Pasterza, który zaprowadziłby go do życia w obfitości. I prowadzi...

7 stycznia 2009

Cisza zabija powoli

W Imię Ojca...

Wchodzę w ciszę, powoli, subtelnie. Bez zbędnej aktywności, aby nie rozbudzić myśli. Milczę, lecz nie po to by słuchać, lecz po to by "być". Cisza pozwala być, a jednocześnie stawać się tym, Kto we mnie mieszka. Cisza pozwala być. Jestem.

"Nie myśl,
czym jesteś.
Nie przywiązuj wagi
czym kiedyś stać się możesz.
Miast tego
Bądź sobą - kim znaczy ?
Bądź Tym, przed kim myśl się korzy,
Kogo nigdy pojąć nie zdołasz."

Thomas Merton

Czytałem u Izajasza:

"W nawróceniu i spokoju
jest wasze ocalenie,
w ciszy i ufności
leży wasza siła"

Iz 30,15

Być znaczy działać w zgodzie z samym sobą. Znaczy iść za głosem serca, w którym mieszka Bóg:

"Pośrodku Ciebie
jestem Ja - Święty"

Oz 11, 9

W ciszy spotykam samego siebie - spotykam Boga, który jest we mnie. Odkrywam Go - Świętość po Świętości na tyle, na ile daje mi się odkryć. W ciszy spotykam Go i patrzę w Jego Twarz.

Kończąc moją wędrówkę w głąb ciszy nie jestem już taki jak kiedyś. Nikt bowiem nie może patrzeć w Boskie Oblicze i pozostać przy życiu. Człowiek, zostaje odarty ze wszystkiego co nie jest jego częścią. Cały Twój, z trudem budowany image, wszelkie złudzenia i złe pragnienia zostają unicestwione. Cisza zabija. Powoli, kawałek po kawałku, coraz głębiej wbijając skalpel Prawdy w ludzkie serce. Aby zabić to, co w Tobie nie jest Bogiem.

Cisza zabija. Powoli...

19 grudnia 2008

Atmosfera Świąt

Święta idą, Święta ! - krzyczy rozszczerzony tłum niemal świętych Mikołajów. I bądź tu człowieku szczęśliwy ! Święta w swoich siedmiomilowych butach czym prędzej biegną ku nam. A Ty, biegaj, kupuj, sprzątaj ! Bo zabraknie, bo już późno, bo święte „tak trzeba”.

Nie masz choinki ? No to jedz, chłopie w te śniegi i mrozy samochodem jak na saniach, bo drogowcy tradycyjnie zaskoczyli zimę swoim spóźnieniem. Tylko uważaj, ta jest za mała i za gęsta, ta – zbyt duża i nie pachnie (pewnie jakaś chińska podróbka). Stój sobie chłopie, wybieraj swoją leśną księżniczkę. Weź rękawiczki, szalik, kalesony pod pachę i w drogę temu, komu czas ! A czas Cię goni, bo jeszcze posadzki, okna i dywany; meble, półki i firany – umyć, wytrzeć, wypastować, uszka w garnku zagotować...

Musisz przygotować dom na przyjście niezapowiedzianego gościa, którego i tak – jak zeszłego roku – nie wpuścisz za próg (tym razem, dla usprawiedliwienia puść sobie kolędy na cały regulator, co by nie słyszeć pukania, nie słuchać...). Ach, jeszcze farbą z karpia pomaluj mój świat. Na czerwono, a nie na niebiesko ! Wigilia wszak tradycyjną, polską być musi...

Atmosfera Świąt... i nikt już nie dogrzebie się Boga w sercu człowieka odurzonego wonią błyszczącej choinki zmieszaną z zapachem perfum Pierre'a Cardin, które dostał „na gwiazdkę”...

Niech takie Święta Pier(zchną), Kurdę !!!

26 listopada 2008

Bądź odważny

Zastanówmy się dzisiaj nad odwagą. Do tej refleksji skłonił mnie wpis na jednym z blogów (link). Autor pisze w nim m.in. tak:

"Odważni jesteśmy w oczach ludzi, gdy podejmujemy jakieś niebezpieczne działanie. Stanąć na kładce nad przepaścią, skoczyć ze spadochronem lub na bungee, jechać bardzo szybko samochodem przy dużym zagęszczeniu ruchu. (...) czy takie właśnie sytuacje są wystarczającą przesłanką, by nazwać kogoś odważnym? A może trafniej by było nazwać kogoś głupim?"

Jak wiąże się odwaga ze wspomnianą wyżej głupotą ? Czy można jakkolwiek łączyć "odwagę" i "głupotę" ? Przyznaję, że efektownie i jakże wychowawczo wyżej cytowane połączenie brzmi. Jednak czy jest ono uprawnione ? Moim zdaniem między tymi dwoma kwestiami nie ma jasnego, uniwersalnego (niezależnego od sytuacji) połączenia. Jak zatem obie kwestię się ze sobą łączą ? Odpowiadam: nijak.

Dla przykładu: w podobnym klimacie można napisać, że branie narkotyków nie ma nic wspólnego z wolnością, bo cel jej wykorzystania jest zły (zniewolenie). Jednak rzecz - moim zdaniem - ma się inaczej. W owym złym wykorzystaniu wolności, nie ma nic poza tymże złym wykorzystaniem (które - nota bene jest w sposób oczywisty czymś złym). Wolność czynu nie zależy w żaden sposób od jego celu. Tak też tutaj - skok ze spadochronem jest wyrazem odwagi skaczącego. Odwaga nie jest dalekowzroczna, nie zwraca uwagi na cel. Nawet gdyby celem działania było pozbawienie siebie życia - byłoby to działanie głupie, ale odważne. Obie kwestie mogą iść ze sobą w parze, lecz jedna nigdy nie wyklucza drugiej.

Wniosek pierwszy, przedostatni: nie naginaj prawdy, nawet gdy przyświeca Ci szczytny cel.
Wniosek drugi, ostatni: bądź odważny - opieraj się swojej głupocie.